niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 2:Dziwny dzień

Rano obudził mnie sms od Josha: Ach! Ale ze mnie debil! Zapomniałem o, której masz na nas czekać! O 12.00 buźka! Buźka...buźka...buźka...Okej Hayley pewnie się zapomniał lub coś! Nie dramatyzuj! Wstałam i poszłam wziąć prysznic. Ciotka jeszcze spała więc po cichutku zjadłam śniadanie i poszłam się ubierać.  Założyłam żółtą bluzkę do tego jeansowe, krótkie spodenki bo gorąco doskwierało. Spojrzałam na zegarek: 11.50. Szybko zeszłam na dół i założyłam trampki a potem wybiegłam z domu, żeby się nie spóźnić do chłopaków. Gdy dobiegłam do przystanku Josh już tam stał a obok niego jakiś brunet.
-Przepraszam za spóźnienie!-Wydyszałam siadając na małej ławce na przystanku, chłopaki usiedli obok mnie
-Nic się nie stało. Hayley to Zack, Zack to Hayley-Przedstawił nas sobie Josh. Podaliśmy sobie dłonie i się przywitaliśmy. Pierwszy powiedział Zack po zapoznaniu
-No to gdzie idziemy?-Spytał. Josh zaproponował, żebym poszła z nimi i posłuchała jak grają zgodziłam się bez wahania. Jednak był jeden warunek musiałam im coś zaśpiewać, ale to nie problem. Poszłam z braćmi do ich domu, gdzie się zatrzymali na jakiś czas. W progu przywitał mnie ich brat cioteczny. Poszliśmy do garażu gdzie chłopaki trzymali cały sprzęt. Usiadłam na kanapie w czerwono-czarną kratę i posłuchałam jak chłopaki grają. Na sam koniec zaczęłam im głośno klaskać.
-Byliście lepsi niż członkowie mojej kapeli!-Była to prawda, w porównaniu do Farro'łów tamci ludzie byli słabi.
-Dzięki wielkie, ale teraz śpiewaj dziecino!-Zaśmiał się Zack unosząc pałeczki od perkusji do góry. Roześmiała  się i podeszłam do mikrofonu. Postanowiłam, że pokaże chłopakom piosenkę Use Somebody- Kings of Leon. (Ta piosenka:   http://www.youtube.com/watch?v=soAeJIBoP-Y   ) Josh i Zack aż oniemieli z wrażenia. 
-By...byłaś niesamowita!-Pochwalił mnie Josh wstając z kanapy. Uśmiechnęłam się i powiedziałam
-Dzięki...ale to nic takiego-Rozejrzałam się po garażu siadając obok chłopaków na kanapie-Ej...nauczycie mnie na tym jeździć?-Spytałam wskazując na deskorolki. Bracia wymienili porozumiewawcze spojrzenia i uśmiechnęli się do siebie. Dali mi jedną z desek, sami też wzięli swoje. Dostałam do tego jeszcze ochraniacze i kask. Farro'wie uczyli mnie jeździć na ulicy przed ich domem. Z początku szło mi kiepsko. Nie obyło się bez paru siniaków i skaleczeń jednak nie dawałam za wygraną. Po paru godzinach opanowałam podstawowy trik czyli KICK, udawało mi się skakać na krawężniki. Skoczyłam na krawężnik jednak gdy próbowałam się od niego odbić wpadłam na Zack'a. 
-Przepraszam panią...chyba nie czas na Ran de wu hm?-Spytał. Oboje zaczęliśmy się śmiać. 
-Oj Zack tobie to tylko jedno w głowie-Powiedziałam. Nasze śmiechy przerwały sarkastyczne, powolne klaskanie. Spojrzałam do góry stał nad nami ten sam chłopak ze swoją bandą co wczoraj. 
-No proszę Ruda i jakiś debil-Zacisnęłam zęby i wstałam. Wycedziłam. 
-Nie jakaś tam ruda tylko Hayley Williams! A ty to niby kto?!
-Sam Ohandel!-Rzucił. Chłopak zmierzył mnie wzrokiem, zatrzymał się na moich rękach. Mój wzrok też tam powędrował. Dopiero teraz poczułam jak wielka rana na prawej dłoni mnie szczypie i piecze. Przed mną stanęli oboje z braci. 
-Słuchajcie chłopaki nie chcemy, bójek więc lepiej spadać!-Wrzasnę Zack. Sam rzucił tylko ''jeszcze się spotkamy'' i razem ze swoją bandą odszedł. Patrzyłam jeszcze jak chuligani odchodzą. Z zamyśleń wyrwał mnie Zack. Właśnie skończył coś mówić. 
-Ech...widać, że nie słuchałaś. No więc ja pójdę po bandaż i wodę utlenioną a Josh jak na razie...no wiesz...-Przerwał. Za pewne szukał idealnego zajęcia dla brata. Josh powiedział.
-Ja poczekam z Hayls w garażu, a ty śmigaj mi po te rzeczy!-Podał Zack'owi parę dolarów, jeden z braci pojechał na desce w jakimś kierunku a z drugim szłam do garażu. Usiedliśmy na kanapie, Josh podał mi paczkę chusteczek. 
-Powinno, jak na razie pomóc-Uśmiechną się i usiadł obok. 
-Hayls? Serio Josh? Serio?-Spytałam. Farro zaczął się śmiać. Wyjęłam wszystkie chusteczki z opakowania i przyłożyłam do rany. 
-Wiesz...Hayls...ładnie brzmi-Uśmiechnęłam się do przyjaciela. Delikatnie docisnęłam papier do dłoni. Piekło niemiłosiernie. 
-Hmm...Dlaczego ta banda tak WAS nie lubi?-Spytałam akcentując słowo ''was'', wskazujące na braci. Josh zamyślił się na chwilę, a potem powiedział. 
-Bo odbiłem temu Samowi dziewczynę-Odpowiedział. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam, Josh ma dziewczynę? Jakoś mnie to zasmuciło. 
-Wiec...ty nadal z nią jesteś?-Spytałam. Farro uśmiechną się i powiedział lekko z żalem. 
-Nie...rozstaliśmy się
-O...przykro mi-Udawałam, żal jednak w głębi skakałam z radości! Nie wiedziałam, czemu ale polubiłam tego Josh'a. Po chwili przyjechał Zack. Przemyłam dłoń wodą i zabandażowałam. Chłopaki odpuścili na dzisiaj jazdę na desce, zagrali mi jeszcze coś a wieczorem Josh odprowadził mnie do domu. 
-Co bałeś się, że ci goście mnie napadną?-Spytałam z ironią i lekki rozbawieniem. 
-Jasne, że tak! Jesteśmy przyjaciółmi więc muszę się o ciebie troszczyć!-Powiedział. Przytuliłam go na pożegnanie, potem jeszcze raz tylko tym razem powiedziałam. 
-Ten drugi przytulas daj Zack'owi. Do zobaczenia jutro-Pożegnałam się. 

1 komentarz:

  1. Wspaniale.! Dopiero dzisiaj przeczytałam twojego bloga..!
    Jest superowy.!!
    CZekam na kolejny rozdział..;D ;***

    OdpowiedzUsuń